Pocztówki z San Diego

Jesteśmy w San Diego! Po wykańczającej podróży oswajamy okolicę i nasze nowe mieszkanie. Wymarzona i wyśniona Kalifornia znowu i nareszcie stała się rzeczywistością. To niesamowite, że za każdym razem odwiedzam San Diego z większą nostalgią, za każdym razem coraz szybciej zaczynam odliczać dni do powrotu do Polski. 

Figi z kozim serem

Jesteśmy w Walencji! Kilka dni wolnego, zwiedzanie Barcelony i straszne upały mocno mnie rozleniwiły. Czas wracać do normalności. Rano wybrałam się na targ i upolowałam świeżutkie figi wielkości pięści. Mogłabym się tam snuć cały dzień, wybierać, próbować... taki ogrom lokalnych produktów zachęca do eksperymentów :-).

Do przygotowania fig z kozim serem potrzebne są: figi i kozi ser :-D. Do tego trochę cukru, oliwa i odrobina octu balsamicznego. Figi kroimy na ćwiartki i razem z serem wrzucamy na patelnię z wcześniej skarmelizowanym cukrem. Obłędne połączenie smaków!


Pustynia Anza Borrego

Na wschód od San Diego, zaledwie dwie godziny jazdy samochodem, przyjemny oceaniczny klimat zmienia się w prawdziwe piekło. Kiedy w maju przy oceanie rozkoszowałam się temperaturami w granicach 23-27 stopni (dla mnie to idealne warunki do życia), tak kawałek dalej słońce przygrzewało do 40 stopni. Na niebie żadnej chmurki, suchy gorący wiatr i w naszym docelowym miasteczku okazało się, że wszystko jest zamknięte, bo nieświadomie na dzień wycieczki wybraliśmy święto.

Na jeden dzień wymieniliśmy nasze złomoauto na pięknego, starego Mustanga. Wrażenia nie do opisania, wiatr we włosach i zawrotne prędkości 65 mil/h (ok. 100km/h).


Cinco de Mayo czyli rozpusta w Old Town

Cinco de Mayo (Piąty Maja) pieszczotliwie nazywane Cinco de Drinko to meksykańskie święto obchodzone głównie w Stanach, które pierwotnie miało upamiętniać zwycięstwo meksykańskich wojsk w bitwie pod Pueblą, ale właściwie stało się imprezą na cześć meksykańskiej kultury. Hm, zrobiło się sztywno. W Cinco de Drin... wróć! de Mayo chodzi o... PICIE :-D. I jedzenie. Rozpusta totalna, tłumy w Old Town, kolorowe stroje, czaszki czaszki, wszędzie czaszki, Corona leje się strumieniami, kolejki do restauracji na półtorej godziny stania :-). Tak się dziś w nocy bawi San Diego.

Wyprawa z South Parku do Old Town w celu spożywania większej ilości alkoholu zmusiła nas do skorzystania z transportu publicznego, który, wbrew powszechnie rozprzestrzenianej plotce, istnieje i ma się całkiem dobrze - przynajmniej w San Diego. Podkreślam większą ilość, gdyż zupełne normalnym jest tu prowadzenie auta pod wpływem. Dla mnie 0,08% to wpływ dość mocny ;-). Od miejscowych dowiedziałam się o świetnym sposobie wyliczania ilości piw, które można wypić. Jedno małe na godzinę i jest OK. Dobrze, że drogi są takie szerokie.

I jeszcze taka luźna myśl kulinarna - mam wrażenie, że w meksykańskich knajpach w Polsce jedzenie jest takie... sterylne ;-). 


Oprawa zdjęć

Zachwycam się ostatnio stylówką fotografów zza oceanu oraz trendem naturalnych produktów (pudełek, kopert itp.) oddawanych klientom. Udało mi się znaleźć parę firm, które robią u nas podobne rzeczy. Kawałek sznurka, trochę szarego papieru i tadam! :

szare pudełka, wizytówki: Paper Stick, koperty, pieczątka, ozdobne taśmy klejące: Drozda Immagine Design


Hallstatt

Pierwsze tchnienie wiosny w Alpach. W drodze z nart w Kaprun odwiedziliśmy to magiczne miasteczko nad jeziorem. Mam do niego szczególny sentyment, bo w wieku kilku lat zabrali mnie tam rodzice. Pamiętam jak przez mgłę nasze spacery, spanie w schronisku, wąskie uliczki i kaskadowo układające się dachy domków zlewających się ze skalistym zboczem :-)